Wystawa Brunona Schulza w Krakowie i przykra „niespodzianka"

Bruno Schulz, Autoportret – ilustracja z Xięgi Bałwochwalczej, domena publiczna 
Wystawa Brunona Schulza w Krakowie i przykra „niespodzianka"

W krakowskim MOCAK-u do 19 lutego 2023 roku na zwiedzających czeka najnowsza wystawa czasowa Brunona Schulza, który jest chyba jednym z najciekawszych artystów tego okresu. Dodatkowo w tym roku przypada 130. rocznica urodzin i 80. rocznica tragicznej śmierci artysty.

Historia słynnego artysty  

Bruno Schulz urodził się 12 lipca 1892 r. w Drohobyczu koło Lwowa. W 1910 r. zdał maturę, a następnie rozpoczął studiowanie architektury na Politechnice Lwowskiej. Jednak po roku ciężko zachorował, w wyniku czego musiał przerwać studia. W 1911 r. stał się świadkiem walk na ulicach w Drohobyczu, które związane były z fałszowaniem wyników wyborczych. Dla zaprowadzenia porządku wojsko otworzyło wtedy ogień do protestujących. Wydarzenie to było mocno wstrząsające dla młodego artysty i znalazło odbicie w jego późniejszej twórczości.

Od 1918 r. Schulz należał do drohobyckiej grupy „Kalleia”, która skupiała żydowską inteligencję o zainteresowaniach artystycznych. W celu zarobienia pieniędzy dla swojej rodziny Bruno Schulz zaczął malować portrety na zamówienie, jednak bez większego powodzenia. W 1930 r. Schulz zaprezentował swoje prace na lwowskim Salonie Wiosennym oraz w Krakowie. W czasie wojny w rodzinnym mieście Niemcy otworzyli getto, do którego trafiła rodzina Schulza. Niedługo później okupanci zastrzelili artystę. Zabójcą miał być oficer Karl Günther.

Warto pamiętać, że Schulz był samoukiem, nigdy nie ukończył żadnej szkoły artystycznej. Jego prace to głównie rysunki wykonane piórkiem, ołówkiem lub kredką, a także grafiki. Niektóre z nich wykonane są rzadko stosowaną techniką cliché-verre, która jest tak naprawdę połączeniem grafiki i fotografii.

Nowa wystawa słynnego artysty

Najnowsza wystawa w MOCAK-u prezentowana jest w Galerii Beta i jest raczej dość kameralnych rozmiarów, ale mimo to jest bardzo ciekawa i obejmuje duży okres jego twórczości. Wszystkiemu towarzyszy również interesująca i bardzo dobrze napisana publikacja.  

Smutna „niespodzianka"

Jeżeli myślicie, że wystawa jest idealna, to raczej moim subiektywnym zdaniem tak nie jest. Dlaczego? Ponieważ większość prac została zastąpiona reprodukcjami, co nie powinno mieć miejsca w tak dużej i prestiżowej galerii.

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak duża część prac została zastąpiona reprodukcjami, na stronie lovekrakow.pl możemy przeczytać wywiad z dyrektorką instytucji i kuratorką wystawy, która powiedziała: 

"Pokazujemy kilkadziesiąt rysunków, całą „Xięgę bałwochwalczą” oraz serię autoportretów. Większość prac to faksymile. Wprawdzie Biblioteka Jagiellońska ma całą Xięgę, ale nie wyciąga jej z sejfu, bo to delikatna materia fotograficzna. Na szczęście jeden z kolekcjonerów prywatnych pożyczył nam kilka prac z Xięgi, więc mamy na wystawie również oryginały. Są one umieszczone w gablotach, pod szkłem, które niemal całkowicie blokuje szkodliwe działanie światła." 

Jednak jeżeli prace z prywatnej kolekcji są pod specjalnymi szybami i nic się im nie dzieje, to czy wszystkie dzieła nie mogły być pokazywane publiczności? Nie jestem konserwatorem, więc nie wiem, ale wiem, że w innych polskich i zagranicznych muzeach udaje się pokazać oryginalne grafiki i rysunki, nawet artystów barokowych, czy renesansowych, więc prace, które tak naprawdę jeszcze bardziej są narażone na światło. 

Dziś odbiorcy oczekują czegoś innego 

Moim zdaniem współcześnie odbiorcy idący do muzeum, czy galerii oczekują czegoś więcej, chcą obcować z prawdziwymi pracami, bo reprodukcje mogą sobie zobaczyć np. w Internecie. A przetrzymywanie prac „w sejfach", do których mają dostęp tylko badacze, nie ma do końca sensu.

Podsumowując, mam nadzieję, że to jednorazowa sytuacja i nie będzie się już powtarzała, bo taką dużą i prestiżową galerię jak MOCAK naprawdę stać na coś więcej. I choć nie polecam tej wystawy, to polecam inne ekspozycje w MOCAK-u takie jak „Polityka w sztuce", czy wystawę prac Natalii LL i Janiny Turek.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pałac Deskurów w Sancygniowie - nieznana perła Ponidzia

Patzschke & Partner Architekten - pracownia, która podbiła Berlin

5 najciekawszych pałaców i dworów w sercu Ponidzia